to było nad rzeką... tak mi się wydaję
łowiłem wtedy ryby, albo chciałem łowić... nie pamiętam
stali po drugiej stronie, na drodze polnej, tak to była polna droga
do dziś pamiętam zapach rosnącego tam żyta...
który przenikał przez lekką mżawkę, która z kolei łagodziła ten upalny dzień...
stali tam, rozmawiali o czymś... chyba się kłócili
zdrada, kłamstwo może co innego...
nie wytrzymał...
wsiadł do auta i ruszył
zostawił ją, chyba płakała nie było tego widać... zresztą
wiem że umarła tego dnia...
nad tą rzeką
nie odeszła z nim
została tam i umarła
w sekundę umarła jej dusza...
popłynęła wraz z rzeką...
co ja tam robiłem
nie pamiętam
...............................................
a może
to było inaczej i ja już wszystko popieprzyłem
byłem nad rzeką... z nią
razem leżąc na kocu... słuchaliśmy jak krople
lekko uderzają w taflę wody
chłodząc ten upalny dzień...
nagle zaczęliśmy się kłócić...
znów mówiła że zdradziłem...
że kłamię...
i nie wytrzymałem...
wsiadłem w samochód i odjechałem
zostawiając ją tak, samą...
w lusterku zobaczyłem...
tego gościa co łowił ryby, chyba łowił ryby... nie pamiętam...
może coś spieprzyłem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz